Trochę historii

Mam w życiu to szczęście, że udało mi się powiązać pracę zawodową z autentyczną pasją. Zaczęło się oczywiście od fascynacji komputerami. Pochłonęły mnie całkowicie, tyle, że zamiast grać (jak inni), wolałem tworzyć własne programy.

Właściwie od początku swojej działalności miałem styczność z systemami MRP i ERP. W 1994 roku sam stworzyłem system sprzedażowo-księgowy, a w 1995 zacząłem go sprzedawać. Do następnego roku wdrożyłem ok. 50 własnych programów. Na rynku było dostępnych wiele rozwiązań tego typu, w tym systemy uznanych już producentów: WA-Pro, Instert, Symfonia, aż po rozwiązania klasy ERP takich firm jak Simple, Softlab, SAFO czy SAP. Ciężko było z nimi konkurować, więc zrezygnowałem z pisania.

W 1996 zacząłem sprzedawać tanie, składane komputery i dodatkowo wdrażać dostępne gotowe oprogramowanie. Nie zadowalało mnie to, więc w 1999 podjąłem decyzję o nawiązaniu współpracy z producentami markowego sprzętu: Compaq, HP, Cisco, IBM. Zbyt wąska oferta firmy, asekuracyjna polityka i nie najlepiej dobrany zespół... O mały włos nie nie skończyło się finansowym krachem.  To była lekcja, którą nie sposób przecenić, a jednocześnie szansa na mądrzejsze „zaczęcie od nowa”. Pocieszała mnie myśl, że „błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi”.

W 2001 roku zamknąłem etap „System T” (bo tak brzmiała nazwa mojej firmy), zacząłem budować „T2S”. Trochę czasu upłynęło, zanim zrozumiałem, że moim odbiorcom wcale nie chodzi ani o oprogramowanie, ani tym bardziej o sprzęt – traktowali je jak mało znaczące „gadżety”. Tak naprawdę zawsze oczekiwali, że pokażę im, jak mogą osiągnąć postawione cele. Stopniowo rozszerzałem ofertę, głównie  o oprogramowanie sieciowe i zarządzanie sieciami, by umożliwić klientom sprawniejsze funkcjonowanie ich własnych firm. Zacząłem też szukać systemu ERP – takiego, który byłby odpowiedni nie tylko dla nich, lecz także T2S.

Poświęciłem pół roku na szczegółową analizę 14 różnych systemów, lepszych i gorszych. Doszedłem do wniosku, że polski rynek i potrzeby polskich przedsiębiorców są na tyle specyficzne, a odmienności na tyle znaczące, że powinienem ograniczyć się w poszukiwaniach do ofert polskich producentów. Spośród nich tylko jeden stawiał na współpracę z partnerami. Miał  jednocześnie najwięcej atutów: oprócz znakomitego dopasowania produktów do polskich przepisów i realiów rynkowych, oferował programy dla zróżnicowanych klientów - całkowicie skalowalne i dedykowane dla konkretnych branż; dysponował gigantycznymi (jak na nasze warunki) możliwościami produkcyjnymi i odpowiednim zapleczem finansowym; miał jasną koncepcję rozwoju systemów.

W 2004 wybrałem do współpracy firmę CDN (dziś Comarch). Porwali mnie, zainspirowali. Praca z samymi systemami pochłonęła nas tak bardzo, że całkowicie zmieniłem koncepcję firmy i zdecydowałem o przeprofilowaniu: z dostawcy sprzętu i oprogramowania na dostawcę rozwiązań ERP.  Od tamtego momentu,  w pogoni za wyobrażonym ideałem, bezustannie wprowadzam nowe udoskonalenia i dodaję kolejne elementy do biznesowej układanki.

Dziś firma, którą stworzyłem, jest liderem rynku wdrożeń systemów Comarch. Wiem, że T2S ma potencjał, by stać się kimś znacznie więcej - i do tego będę dążył.

 

Tomek Socha *

* (przyp. red.: Twórca T2S i Iskra Zapalna, oficjalnie Prezes Zarządu T2S)